Jung a joga

W 1938 roku Carl Gustav Jung odbył swoją podróż na Wschód – udał się do Indii, by odebrać doktoraty honorowe trzech uczelni. Spędził trochę czasu na podróżach po kraju i rozmowach z indyjskimi panditami. Przytłoczony nadmiarem wrażeń z ulgą spoczął w szpitalnym łóżku, złożony dyzenterią na dziesięć dni. Następnie szybko opuścił Indie, nawiedzony przez sen o Graalu, który zinterpretował jako wezwanie do powrotu do Europy i zajęcia się sprawami duszy człowieka Zachodu. Pomimo tej osobliwej, wręcz alergicznej osobistej reakcji należy jednak uznać, że zetknięcie Junga z myślą Wschodu wniosło wiele owocnych elementów do jego dzieła. Filozofie i religie Indii były obecne w jego książkach już od dawna, co najmniej od 1912 roku. Zainteresowanie to wzmogło się od 1928 roku, gdyż otrzymał od swego przyjaciela, Richarda Wilhelma, tekst taoistycznej jogi zatytułowany „Sekret złotego kwiatu”. W 1932 roku poprowadził seminarium poświęcone symbolice jogi kundalini i od tego czasu obficie nawiązywał do niej w swoich wykładach i pismach.

Zdaniem Junga nieświadomość człowieka Zachodu roi się od wschodnich symboli. Politycznie i ekonomicznie Zachód podporządkował sobie Wschód na długie stulecia, ale psychologicznie sytuacja miała się wprost odwrotnie. Ekstrawertyczny Zachód zapomniał o eksplorowaniu swego wnętrza, psychika jego mieszkańców została rozszczepiona na świadomość i nieświadomość w stopniu o wiele większym niż na Wschodzie. Świadomość zagubiła się w gorączkowej aktywności opanowywania rzeczywistości materialnej, ale nieświadomość nie ustawała w wytwarzaniu kompensujących postawę świadomą symboli, które Jung mógł rozpoznać tylko dzięki znajomości myśli Wschodu. Jego pacjenci śnili i malowali mandale będące symbolem ich psychicznej pełni. Czynił to też sam Jung, już w 1918 roku, nie rozpoznając wtedy jeszcze swoich kolistych rysunków jako mandali. Zgodnie z główną tezą jego psychologii istnieje wspólna wszystkim ludziom nieświadomość zbiorowa, wytwarzająca w psychice wszystkich ludzi analogiczną, archetypową symbolikę, niezależną do czasu i miejsca. Możliwe jest zatem wykorzystanie symboliki jogi kundalini do zrozumienia nieświadomości ludzi Zachodu.

Czytając teksty Junga dotyczące jogi, buddyzmu czy taoizmu warto jednak pamiętać o tym, że zajmowało go przed wszystkim to, jakie znaczenie te nurty duchowości mają dla Zachodu, nie dla Wschodu. Znajdziemy w nich głównie bardzo dobre przedstawienie jego poglądów, które niekoniecznie ma jednak coś wspólnego z oryginalną myślą Wschodu. Jung nie znał języków orientalnych, bazował często na niezbyt dobrych tłumaczeniach tekstów (całe szczęście w przypadku jogi kundalini miał do dyspozycji świetne tłumaczenia i teksty Arthura Avalona), sam nigdy nie praktykował żadnej medytacji. Nie praktykował też jogi, jedynie wykorzystywał jedną z asan, śavasanę, której używał po to, by uspokoić emocje w czasie swojej konfrontacji z nieświadomością w latach 1913 – 1918. Analizując dostępne mu z drugiej ręki teksty hinduskie czy buddyjskie nieraz uznawał, że użyte tam pojęcia, takie jak „symbol” czy „jaźń”, mają takie samo znaczenie jak w jego psychologii, co doprowadzało go do mylnych interpretacji. Dobrym przykładem jest tłumaczenie buddyjskiego terminu „mahamudra” jako „Wielki Symbol”, który Jung zinterpretował jako jaźń, a co nie ma niestety nic wspólnego z naukami dzogczen. Psychologia analityczna była dla niego narzędziem, dzięki któremu człowiek Zachodu mógł zbliżyć się do intuicyjnych wglądów Wschodu, acz często zawodnym. Dlatego jego uwagi dotyczące jogi czy buddyzmu są albo nader inspirujące – albo całkowicie nietrafne.

W jednym ze swych tekstów nazwał Zachód „krainą duchowych bezdroży” i uważał, że „z biegiem stuleci Zachód będzie tworzyć własną jogę – na podwalinach chrześcijaństwa”. Jung był bowiem wrogiem bezmyślnego naśladownictwa wschodnich praktyk duchowych, które jego zdaniem prowadzą tylko do powstania takich podejrzanych nurtów duchowości jak teozofia. Wschód i Zachód miały jego zdaniem inną psychohistorię, a zatem inny był w obu przypadkach punkt wyjścia ewolucji świadomości – na Zachodzie rozpoczynamy od prób nawiązania kontaktu z nieświadomością, który na Wschodzie nigdy nie został ostatecznie utracony. Dziś możemy uznać, że obawy Junga były nieco przesadzone, współcześni ludzie Zachodu praktykujący jogę odznaczają się bowiem nieraz dużym poziomem samoświadomości i ich praktyka nie jest tylko naśladowaniem, lecz także często twórczym korzystaniem z nauk jogi. Oczywiście nie jest tak zawsze, joga często ulega spłaszczeniu do praktyki czysto fizycznej, ale wielu nauczycieli i praktykujących osiąga także znaczące postępy w dziedzinie duchowej.

Joga była dla Junga naturalnym procesem introwersji, doprowadzającym do niezwykłych przeżyć wewnętrznych. Uważał, że tym co łączy jego psychologię i jogę jest dążenie do przemiany człowieka polegającej na zbliżeniu sfery tego, co osobowe, czyli indywidualnej świadomości, do sfery nieosobowej, którą nazywał on nieświadomością zbiorową. Fazy rozwoju świadomości, opisywane przez jogę kundalini w symbolice czakr były interpretowane przez niego jako przechodzenie od psychologii czysto osobowej, subiektywnej, do psychologii obiektywnej, nieosobowej. Ową psychologię nieosobową możemy również nazwać nadświadomością, gdyż jest ona nadrzędna wobec świadomości indywidualnej. Symbolika czakr pozwala na opis ewolucji świadomości, gdyż czakry „to symboliczna teoria psyche, pozwalająca ją opisać z punktu widzenia nadrzędnej świadomości, świadomości boskiej“. Według jogi kundalini czakry są siedzibą bóstw symbolizujących wyższe poziomy świadomości, a ciało człowieka jako całość jest mikrokosmosem odzwierciedlającym w sobie makrokosmos. Dzięki temu jest ono podstawowym narzędziem, dzięki któremu możemy osiągać stany świadomości wykraczające poza jej egoiczną, subiektywną formę. Energia kundalini, śpiąca pierwotnie w muladharze, podnosi się dzięki jodze na coraz wyższy poziom i w wyższych czakrach pobudza to, co Jung nazywał świadomością obiektywną. Dopóki jednak śpi, nasza świadomość jest całkowicie pogrążona w wąskim świecie partykularnych zainteresowań, który jest przejmująco subiektywny i bolesny (duhkha). Według Junga wszyscy ludzie Zachodu „śpią” w muladharze, łudząc się jedynie, że dzięki intelektowi osiągnęli wyższy poziom świadomości. W jego interpretacji – trzeba przyznać dosyć osobliwej – w aspekcie świadomości indywidualnej ludzie Zachodu sięgają adżni, ale w aspekcie zbiorowym pozostają dalej w muladharze. To kolejny przykład tego, jak Jung próbował poradzić sobie, trzeba przyznać dosyć nieporadnie, z symboliką odnajdywaną przez niego w tekstach duchowości Wschodu w odniesieniu do świadomości ludzi Zachodu.

Według jogi kundalini w najwyższej czakrze dochodzi do zjednoczenia Siwy i Śakti, co odpowiada ostatecznemu przekroczeniu wszelkich ograniczeń charakterystycznych dla ludzkiej świadomości. W ten sposób powstaje świadomość nie będąca już jedynie bolesnym odzwierciedleniem percepcji rzeczywistości, przejawiającym się w typowym dla ludzi poczuciu wrzucenia w ten świat. Junga zajmowała jednak szczególnie symbolika niższych czakr i ich znaczenie psychologiczne. Uważał, że doświadczenia związane z trzema najwyższym czakrami są praktycznie niedostępne dla człowieka Zachodu. Nie dopuszczał także możliwości istnienia świadomości bez ego – był to dla niego stan nieświadomy, a nie niedualny, którego to pojęcia nawet nie znał. Trudno tu streszczać jego seminarium z 1932 roku, dlatego tylko wspomnę, że na przykład zwracał szczególną uwagę na czakrę anahata, w której to pojawia się wedle niego po raz pierwszy szersza świadomość, nie będąca już tylko wyrazem egoicznej perspektywy indywidualnego „ja”, ale sięgająca w szerszy proces życia, który nazywał jaźnią. Tak o niej pisał w innym miejscu: „W ten sposób rodzi się świadomość której nie więzi już małostkowy, przewrażliwiony, personalny świat ego, lecz która bierze swobodny udział w szerszym świecie zainteresowań obiektywnych. Ta poszerzona świadomość nie jest już drażliwym, egoistycznym kłębkiem osobistych życzeń, leków, nadziei i ambicji, jaki zawsze trzeba kompensować czy korygować przez nieświadome kontrtendencje, jest ona natomiast funkcją relacji ze światem przedmiotów, łączącą jednostkę z całym światem w absolutnej, wiążącej i nierozerwalnej komunii”.

Dzięki symbolice jogi kundalini Jung mógł zrozumieć wiele marzeń sennych i symptomów nerwicowych, które obserwował u niektórych swoich pacjentów. Stany psychiczne, które oni przeżywali, były wedle niego nierozpoznanymi doświadczeniami przebudzenia kundalini. Ponieważ zachodziły spontanicznie, nieświadomie, przebiegały w sposób odmienny od ustalonego na Wschodzie kanonicznego wzorca doświadczeń, wedle którego kundalini podnosi się wertykalnie po drabinie czakr. Jedna z jego pacjentek opowiadała mu, że ma w brzuchu czarnego węża, którego chce obudzić. Potem relacjonowała mu, że wąż się poruszył i następnie wyszedł poprzez jej usta. Symbolikę jej symptomów Jung zrozumiał dopiero po latach, gdy zajął się jogą kundalini. Nie interesowało jednak budowanie na podstawie owych nauk jakiejś swojej własnej ścieżki duchowej, jak czyniło i czyni to dziś wielu ludzi Zachodu. Tym, czego Jung poszukiwał w jodze była porównawcza psychologia doświadczenia wewnętrznego, a symbolika jogi kundalini dostarczała mu przydatnych map przestrzeni nieświadomości. Z tego samego powodu badał gnozę, mitologię i alchemię – szukał w zasobach symboliki wszystkich kultur zapisów doświadczeń analogicznych do jego własnego przeżycia nieświadomości, które przedstawił najdokładniej w swojej „Czerwonej Księdze”, opublikowanej dopiero w 2009 roku. Dzięki przyswojeniu symboliki czakr Jung uzyskał możliwość niezależnego od pojęć, obrazowego opisu procesu przemiany psychicznej. Podobną symbolikę odnalazł w alchemii, tyle że w bardziej surowym i niezdogmatyzowanym stanie. Wschodnie ujęcia procesów przemiany były dla niego cenne też dlatego, że stanowiły niezbędną krytykę podejścia zachodniego, ograniczonego kulturowo i pozbawionego głębszej i trwalszej tradycji symbolicznej.

Zdaniem Junga do podstawowego rozszczepienia psychiki na świadomość i nieświadomość doszło dlatego, że wysoko rozwinięta religia bliskowschodnia, czyli chrześcijaństwo, została nałożona na barbarzyńska duszę ludów Europy, nigdy ostatecznie nie transformując jej ciemnych głębi. W naszych czasach dokonuje się po części proces analogiczny – religie i praktyki duchowe Wschodu „kolonizują” świat Zachodu. Jednak obecnie sytuacja jest odmienna niż dwa tysiące lat temu, dziś dysponujemy rozmaitymi narzędziami asymilacji i zrozumienia tych procesów, a jednym z ważniejszych jest psychologia analityczna Junga. Pomimo swych ułomności i błędów interpretacyjnych samego Junga, stanowi ona w dalszym ciągu wartościowy punkt wyjścia dla tych, którzy chcą ze zrozumieniem praktykować duchowość Wschodu.

Mirosław Piróg

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *