Archetyp przemiany

Pierwotnym doświadczeniem człowieka nie jest trwanie, utrzymywanie status quo, lecz zmiana. Naszą egzystencją rządzi archetyp przemiany. Wzorcem każdego procesu przemiany, transformacji prowadzącej do wyłonienia się czegoś nowego są biologiczne narodziny człowieka. To dzięki nim pojawiamy się w tym świecie. Obraz narodzin, wyłonienie się nowego człowieka z łona matki zapłodnił wyobraźnię mitologiczną ludzkości. Na wzór narodzin wyobrażano sobie stworzenie świata, który miał się wyłonić z wnętrza kosmicznej Matki. Idea ta występuje zarówno w prymitywnych kosmogoniach, jak i w wyrafinowanych systemach soteriologicznych. W buddyzmie mahajany spotykamy koncepcję dharmakaji, Ciała Prawdy, będącej „Matką wszystkich Buddów”. Idea ta jest wyrazem pierwotnej intuicji, wedle której przestrzeń zawsze była waloryzowana jako pierwiastek żeński. Przestrzeń jest „naczyniem przemiany”, albowiem nasze doświadczenie przestrzenności jest podstawą dla naszego wyobrażenia przemiany. Ruch rzeczy, ich pojawianie się i znikanie, cykl dnia i nocy wywołany ruchem słońca – te zjawiska tkwią u podstaw pierwotnej intuicji, że przemiana musi mieć przestrzeń, w obrębie której zachodzi.

Przemiana ma swoje fazy, jest podzielona na etapy. Proces biologicznych narodzin, nasza podstawowa inicjacja w bytowanie na tym świecie, też ma swoje fazy. Stanowią one matrycę wszelkich późniejszych doświadczeń związanych z transformacją i odradzaniem się. Archetyp przemiany swoją strukturą odpowiada fazom procesu narodzin. Archetyp ten matrycuje także wszelkie procesy inicjacyjne.

Współczesne badania psychologiczne, wywodzące się z psychologii głębi Freuda i Junga dostarczyły materiału, dzięki któremu możemy głębiej zbadać strukturę tego archetypu. Momentem wyjściowym jest idea, że inicjacja to ponowne, wtóre narodziny. Stanislav Grof jest twórcą koncepcji czterech matryc okołoporodowych, która stanowi współczesną prezentację faz odrodzenia. Według Grofa proces przemiany duchowej jest modelowany przez fazy naszych biologicznych narodzin. Wyposażają nas one w ciało fizyczne, anatomiczny wehikuł, transportujący nas przez przestrzeń tego świata, a które następnie jest poddawane kolejnym zabiegom inicjacyjnym. Całe nasze życie jest cyklem kolejnych inicjacji. Jeżeli nie dopełniamy tego procesu i nie rodzimy się nieustannie, życie przynosi nam wcześniej lub później poczucie pustki i niespełnienia.

Na Zachodzie o głębokim procesie przemiany mówiła alchemia. Alchemicy zajmowali się transformacją substancji chemicznych, ale ci najbardziej światli wiedzieli, że paralelnie do niej zachodzi przemiana człowieka. Dochodziło do niej na drodze syntezy przeciwieństw, często symbolizowanej przez wyobrażenia natury seksualnej. Analizie symboliki przemian alchemicznych Jung poświęcił całą drugą połowę swego życia. Nie będę tutaj powtarzał jego badań, natomiast by przedstawić znaczenie archetypu przemiany odwołam się do filozofii hermetycznej, stanowiącej światopoglądowe zaplecze alchemii. Jej podstawowymi tekstami są Tablica Szmaragdowa oraz zespół pism zwany Corpus Hermeticum, znany w całości od połowy XV wieku w tłumaczeniu Marsillia Ficina. W pierwszym traktacie Corpus Hermeticum zatytułowanym Poimandres znajdujemy mit o pochodzeniu człowieka. Antropologia jaką uznaje Hermes Trismegistos, mityczny autor Corpus Hermeticum, jest całkowicie odmienna od antropologii chrześcijańskiej. To właśnie ta wizja natury ludzkiej była jednym z elementów, które stanowiły o atrakcyjności hermetyzmu dla umysłów renesansu, jak i dla samego Junga. Stanowiła dla nich realną antytezę chrześcijańskiej koncepcji natury ludzkiej, ograniczonej przez metafizykę kreacjonistyczną.

Poimandres koncentruje się na postaci Praczłowieka, Anthroposa. Jest to tekst gnostycki, a więc tekst objawiający wiedzę prowadzącą do zbawienia. Istotą tego objawienia jest przekazanie wiedzy o aktualnym stanie człowieka i o przyczynach, które do niego doprowadziły, czyli o pogrążeniu Praczłowieka w Naturze. Pogrążenie to jest opisane w opowieści o stworzeniu zawartej w micie hermetycznym. Otóż Bóg najwyższy, Rozum (Nous) wyłonił z siebie dwóch bogów o tej samej naturze: Demiurga i Anthroposa. Różnica wobec biblijnej opowieści o stworzeniu jest uderzająca: Bóg nie stwarza człowieka jako odrębnego od siebie bytu, lecz go emanuje jako pochodzącego z jego własnej substancji. W micie hermetycznym człowiek jest identyczny co do substancji z Bogiem – Stwórcą. Ponadto człowiek nie został stworzony w obrębie tego świata, który powołał do istnienia Demiurg, lecz poza nim. Zdaniem gnostyków Księga Rodzaju zawiera opis nieudolnych poczynań stwórczych niższego boga, natomiast według mitu hermetycznego Anthropos istnieje przed i poza stworzeniem oraz pełni funkcję kosmogoniczną. Jest pozaświatowy i dlatego w pewnym sensie wyższy nawet od Demiurga.

Jednak Anthropos upada i pogrąża się w Naturze. Przyczyny tego upadku są psychologicznie proste – to ciekawość, chęć tworzenia i miłość. Przechodząc przez siedem sfer planetarnych Anthropos przejmuje ich właściwości, obleka się w „przyrosty duszy”, stając się podległą przeznaczeniu osobowością (psyche). Tak wedle tego mitu zostali stworzeni ludzie, którzy odtąd posiadają w swym centrum iskierkę Anthroposa. Czym jest owa iskierka ukryta pod „przyrostami duszy”? Gnostycy odpowiadali na to pytanie odwołując się do naszego doświadczenia psychicznego. Wedle nich iskierkę tą odkrywamy najpierw w naszej codzienności w sposób negatywny – jako poczucie obcości i braku przynależności do „tego świata”. Jest to stan negatywny, budzący w nas rozpacz i gorzkie poczucie braku sensu życia. Jednak według hermetyków gorycz ta jest idealnym antidotum na słodycz zależności, w jaką wikła nas system tego świata. Gorycz istnienia to smak zbawczej gnozy. Dostarcza ona wyzwalającej interpretacji, wedle której negatywne uczucie obcości wobec spraw tego świata jest w swej istocie pozytywnym poczuciem jedności z naszym najgłębszym pierwiastkiem duchowym, Anthroposem.

W hermetyzmie znajdujemy zatem radykalną i rewolucyjną koncepcję ludzkiej natury, z której wypływa niezwykła idea wolności, przerastająca wszelkie sformułowania greckie i żydowskie, a porównywalna jest tylko z ideą wolności odkrytą przez starożytne Indie. Treść tej idei jest następująca – jestem wolny, bo pomimo zdeterminowania przez Naturę mojej osobowości pozostaje we mnie zawsze najintymniejsze centrum, niepodlegające żadnym wpływom. Można by rzec, że taka idea wolności powoduje nieuniknione pęknięcie między człowiekiem a przyrodą. Twierdzę jednak, że to intymne centrum stanowiące o wolności człowieka jest niezbędne, aby jego zdeterminowana psychocielesna osobowość mogła ulegać przemianom. To wewnętrzne centrum, zwane zwykle w tradycji duchem, pełni funkcję organizującego jądra przemian. To dzięki niemu przemiana nie jest chaosem i rozpadem, lecz prowadzi do nowego, wyższego porządku. Odradzamy się, zmieniamy, ale we wszystkich tych transformacjach pozostajemy sobą. Jeżeli zatracamy to poczucie siebie, jest to oznaką choroby psychicznej, degeneracji naszej psychiki, a nie transformacji. Autentyczne odrodzenie wyraża się słowami: oto stałem się nowym człowiekiem, ja stałem się kimś nowym.

Tu tkwi właśnie paradoks wolności hermetycznej – bo aby być absolutnie wolnym i zdolnym do nieograniczonych przemian muszę mieć w sobie jakiś stały, niezmienny punkt odniesienia. W nim to, niczym w cichym centrum cyklonu, tkwi źródło i podstawa wszelkich metamorfoz.

Mirosław Piróg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *